wtorek, 27 maja 2014

Od Shiru do Night'a - Jak dotarłam


- Dlaczego? - powtórzyła
Nie wiedziałam, jak jej to wytłumaczyć...
- A dlatego, że może nie chcę o tym mówić?!
Patrzyła się na mnie tym swoim wzrokiem... Bynajmniej, tak przypuszczam.
- Dobrze... Krótko po odejściu... kogoś tam, była, delikatnie mówiąc, "katastrofa". I poszłam śladem kogoś tam, i tak z rok podróżowałam...
- Czy... Czy ty coś ukrywasz?- zapytała wadera
- Nawet jeśli, to co mi zrobisz?- powiedziałam udając, że ostrzę pazury. Widać, że ją to speszyło. Nie była już taka wkurzająca...
- W...W zasadzie.. to nic.
- No i na tym polega problem!- krzyknęłam
Miałam dość tej rozmowy. Odwróciłam się, zniknęłam, i poszłam w nieznane. Nawet jeśli to była wataha, to co mi po tym! Przecież mogę sama żyć! Nagle poczułam trzy basiory. Wyszłam zza drzewa i im się przyglądałam (cały czas niewidzialna).
Jeden był czarno-biały z wielkim, złotym medalionem, drugi czerwony z pomarańczowo-czerwonymi wzorami. Trzeci... a trzeci.. to... SHADOW! Jak zawsze niewtrącający się do rozmów. Pewnie sam niedawno dołączył do watahy... Postanowiłam, że "pokażę" się im. Zaszeleściłam krzakami. Udało się! Czarny basior podszedł do nich, a reszta patrzyła za nim. Wyszłam cicho na ścieżkę i "powróciłam". Od razu chcieli na mnie biec, ale czemu Shadow ich nie powstrzyma? Ach, no tak. Ten jeden jedyny nie wie, że ma córkę! Co za idiota! Wystawiłam łapę w geście pokoju. Ale oni dalej nic. Więc wreszcie zawarczałam i to dopiero coś pomogło. Wyczuwałam, że tata chce mnie tylko obezwładnić, chociaż mógłby (i ja ich dwóch palcem) powalić jednym mocniejszym pchnięciem. Zrobiłam tak. Wiem, brutalne, ale obserwowałam go jakiś czas w starej watasze, i sam się prosił o takie coś. Nagle odezwał się biało-czarny basior, bo czerwony już zniknął.

(Night? Obiecuję, nieraz dowalę opowiadanie na całą stronę, ale nie ma jeszcze jakiejś afery...Hue, hue...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz