Po mojej watasze już od 2 miesięcy panowała zaraza. Moja rodzina też na tym ucierpiała a przecież była taka liczna... Zostało już nas tylko 3- ja i dwóch braci. Oni też już zachowali, lekarz mówił że to cud że jeszcze żyją. Dziwne było to że ja nie byłam chora. Dziś wyszłam na polowanie. Nie było obfite, zwierzyna też chorowała. Gdy wróciłam do jaskini nie zaznałam tam nikogo. Pobiegłam do alfy.
-Gdzie są moi bracia!?- zapytałam z niepokojem.
-Pochłonęła ich śmierć... tak jak wielu innych.
Gdy to usłyszałam rzuciłam się w las. Z oczu płynęły wartkim strumieniem łzy... a przecież prawie nigdy nie płaczę... Odbiegłam daleko od watahy. Czułam się tak samotnie. Nazajutrz ruszyłam w dalszą drogę. Czułam że uciekam od tego.. ale przecież nie mogłam inaczej... Przez trzy miesiące nie widziałam żadnego wilka. Gdy nagle poczułam obcy mi zapach. Był to zapach wilka. Dostrzegłam go w krzakach. Napięłam cięciwę i byłam gotowa do strzału.
(Shadow?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz