W zasadzie to nie wiem, kiedy co się działo. Tuż po odejściu Shadowa, a dokładnie trzy dni po tym, wszystko zaczęło się palić. Uratowałam się tylko ja. Miałam ok. 4 miesięcy. Nie wiedziałam, że mam jakieś moce. Po prostu biegłam w lasach, po polach, aż coś znajdę. Znalazłam martwą myszkę. Zjadłam ją. Błąkałam się tak rok i dwa miesiące, aż poczułam wilki. Dwa kilometry stąd, nad stawem. Albo morzem, rzeką... Poszłam w tamtym kierunku. Ukryłam się w krzakach i wpatrywałam się w wilki. Jeden był biało- czerwony, drugi bardziej fioletowy, a raczej fioletowa. Nagle zerwała się i, chociaż mnie nie widziała, patrzyła na krzaki, w których się znajduję.
Zaglądnęła w nie i... BUM!
(Katarina?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz